Serwis Tesli – uśmiech i espresso w Berlinie

Podziel się tym artykułem!

Jak to naprawdę jest z serwisem Tesli? Jeśli wierzyć niektórym postom w internecie, tragicznie. Albo gorzej! A już najgorzej to w Berlinie. Czy to prawda? Sami sobie na to pytanie odpowiedzcie, przytoczę kilka przykładów.

Tak się składa, że od 3 lat serwisuję teslę właśnie w Berlinie. Serwisuję to może zbyt mocno powiedziane – Tesla daje gwarancję na 4 lata lub 80.000 km (porównaj http://www.teslanacodzien.pl/technika/dlaczego-nie-kupowac-tesli-z-usa/ ), ale nie zobowiązuje do przeprowadzania serwisów/przeglądów, by tę gwarancję utrzymać. Po prostu: jeśli coś się zepsuje, robisz termin, podjeżdżasz, i zostaje to naprawione.

W mojej pierwszej tesli miałem na gwarancji wymienione: fotel pasażera (zepsuty czujnik), cały nowy przypłynął z USA, dwa razy silnik (pierwszy za bardzo świszczał, czego nie zauważyłem, drugi faktycznie pewnego ranka nie chciał odpalić), akumulator 12V, klamkę pasażera (wysuwała się, ale nie dawało sie otworzyć drzwi, feler częsty w pierwszych teslach, ale bardzo prosto chałupniczo do ogarnięcia), i chyba tyle.

Już po gwarancji wymieniono mi hamulce postojowe (przy stanie licznika 120.000km, jarzma i klocki), ponieważ czujnik (kabel?) się zepsuł, jak i nasmarowano półosie napędowe („klikały” nieładnie, przy 150.000km). Również to za darmo.

Oprócz tego zmieniono mi darmowo układ zawieszenia na ten z modelu P85 (mocniejszy, twardszy, pozwalający na jeszcze lepsze prowadzenie auta przy prędkościach wysokich na autostradzie, skąd i jego nazwa „autobahn upgrade”). Oczywiście każdorazowo ustawiana geometria też była gratis.

Za dwie rzeczy w serwisie zapłaciłem: wymieniłem moduł internetowy 3G na LTE (ok. 500€), oraz dałem wymienić czujniki w kołach na nowe (300€), jako że przy zmianie opon na zimowe serwis (nazwy nie chcę podawać, ale jedna z nienajtańszych sieciówek) uszkodził czujniki tak, że latały w środku kół…

Oczywiście w 2016 roku tesli było mniej niż dziś, samochód każdorazowo był myty przed oddaniem, a dziś jest już tylko odkurzany – pracownicy są jednak bardzo mili i pomocni, tytułowe espresso, woda i soki pozwalają skrócić czas oczekiwania na auto, a darmowe wifi umila siedzenie:)

Niestety, do serwisu zgłasza sie coraz więcej właścicieli tesli z Polski, czy Ukrainy oraz krajów ościennych, którzy auta nabyli z nieznanych źródeł, dziwiących się, że ich auta mają usterki – czy to po powodziach, czy po niepoprawnych naprawach w jakichś niekompetentnych zakładach. Owi klienci nierzadko są bardzo roszczeniowi, niemili, wylewają swoją gorycz na Bogu ducha winnych pracowników serwisu, po czym odjeżdżają (niekiedy mając szczęście nie na lawecie).

Sam serwis w ostatnim roku powiększył się ponaddwukrotnie (zwiększono liczbę stanowisk), wciąż jeszcze ma „pełne ręce roboty”, jako że tesli „grzebanych” i „kombinowanych” przybywa…

Jeśli na czas naprawy potrzebne jest auto zastępcze, zazwyczaj otrzymuje się teslę, w szczególnych wypadkach auto klasy premium z wypożyczalni (oczywiście bezkosztowo).

Nie spotkałem się w serwisie z tym, by chciano mi coś na siłę sprzedać, wcisnąć w jakikolwiek sposób, zawsze byłem traktowany wyjątkowo uprzejmie. Faktem jest, że w ostatnim czasie trudno jest złapać termin, czy dodzwonić się do biura, mam nadzieję, że to się jednak wkrótce zmieni.

Brudno, zimno, ale i tak przyjemnie:)

Podziel się tym artykułem!

About the author

Michał Mirski

Jeżdżę teslami od 2016 roku, przejechałem w sumie ok. 160.000 km. Żaden inny samochód mnie tak nie fascynował. Wciąż mam uśmiech na twarzy, gdy wsiadam do auta:)

View all posts

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *